Pocieszające jest to, że mało kto spodziewa się przełomu na koniec tygodnia, stąd brak jest odważnych, którzy zajmowaliby agresywne pozycje w aktywach. Stąd względna stabilność na rynku walutowym oraz giełdowym. Eurodolar od początku tygodnia pozostaje „przyklejony” do poziomu 1,25, a spokój ten przekłada się też na niską zmienność na krajowym rynku – złoty utrzymuje wąski przedział wahań do euro między 4,24 a 4,27. Zmienne szczęście towarzyszy inwestorom na rynku akcji, gdzie główne parkiety sesje skromnych wzrostów poprzedzają niewielką przeceną. W całym tym marazmie wyróżnić należy rynek długu, gdzie już tej stabilizacji brakuje. Rentowności hiszpańskich i włoskich obligacji systematycznie rosną i dla dziesięcioletnich papierów jest już to odpowiednio 6,87 proc. i 6,18 proc., co daje wzrost o 0,4 pkt. proc. od początku tygodnia. Nerwowości przysporzyła wczorajsza aukcja hiszpańskich bonów sześciomiesięcznych, które wprawdzie udało się sprzedać, jednak koszt finansowania Madrytu skoczył do najwyższego od ponad pół roku. To pokazuje, że jeśli szczyt nie przyniesie pozytywnego zaskoczenia, począwszy od następnego tygodnia uwaga inwestorów ponownie skupi się na problemach państw z południa Europy, a rynkowy pesymizm przechyli szalę na swoją stronę. Skalę napięcia wokół rządowego długu będzie można śledzić jeszcze dziś i jutro – w środę Rzym planuje uplasować 9 mld euro w sześciomiesięcznych bonach, a na czwartek zaplanowano sprzedać pięcio- i dziesięcioletnich obligacji za 5,5 mld euro.
Czwartkowo-piątkowy szczyt najprawdopodobniej pozostawi bez odpowiedzi kwestię Grecji, jej postępu w realizacji reform i możliwej renegocjacji warunków pomocy. Na szczycie nie będzie obecny premier Grecji Antonis Samaras, który w sobotę przeszedł operację oka i obecnie przechodzi rehabilitację. Problemy zdrowotne miał także minister finansów Vassilis Rapanos, który ostatecznie zrezygnował ze stanowiska. Oba wydarzenia opóźniły przybycie do Aten ekspertów z tzw. troiki (EBC, KE i MFW), którzy mieli zbadać sytuację w greckich finansach publicznych. Stąd bardziej prawdopodobne jest odsunięcie negocjacji w sprawie złagodzenia warunków pomocy finansowej do 9 lipca, kiedy odbędzie się spotkanie ministrów finansów strefy euro. Czasowo nie stanowi to problemu – Grecja posiada środki przynajmniej do połowy lipca. Problemem natomiast będą same rozmowy negocjacyjne. Według nieoficjalnych źródeł rząd grecki oczekuje wstrzymania podwyżek podatków, jak również rezygnacji z redukcji zatrudnienia i cięć wynagrodzeń w sektorze publicznym. Chce też dwuletniej karencji w realizacji planu oszczędnościowego. Są to dość odważne postulaty, które na pewno znajdą uznanie wśród greckiego społeczeństwa, natomiast mają zerowe szanse realizacji w pełnym zakresie. Ateny będą jednak pogrywać ostro z Europą, gdyż wiedzą, że alternatywa w postaci wyjścia Grecji ze strefy euro jest kosztowna dla obu stron. Tylko żeby się nie okazało, że Unia (a przede wszystkim Berlin) zechce sprawdzić grecki blef, a to nie byłaby dobra wiadomość dla rynków finansowych.